building-79221_1920

[OPINIA] Dariusz Lipiński: Ile demokracji pozostało w Unii Europejskiej?

Share on facebook
Podziel się
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email
Share on print
Drukuj
Przez nikogo nie wybierana w wolnych wyborach, Komisja Europejska próbuje narzucać swoje rozwiązania demokratycznie wybranym rządom państw członkowskich, a mianowany, przez nikogo nie wybierany Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej próbuje rozstrzygać spory między tymi stronami, nawet jeśli nie ma do tego uprawnień – pisze Dariusz Lipiński, publicysta

Zjawisko deficytu demokratycznego Unii Europejskiej znane jest i opisywane przez politologów od dziesięcioleci. Z grubsza polega ono na tym, że coraz więcej decyzji w coraz liczniejszych obszarach polityki podejmowanych jest przez ludzi, którzy nie posiadają demokratycznego mandatu, nie zostali wyłonieni w demokratycznych wyborach. Jedyną instytucją unijną pochodzącą z wyboru obywateli jest Parlament Europejski. W kolejnych traktatach, poczynając od Jednolitego Aktu Europejskiego (1986), usiłowano rzeczony deficyt zmniejszyć poprzez zwiększanie uprawnień tego zgromadzenia. Jednakże nadal są one niewielkie, nieporównywalne z kompetencjami parlamentów narodowych, nie ma ono, na przykład, inicjatywy legislacyjnej, a jego uprawnienia kontrolne są bardzo skąpe. (Ocena średniej intelektualnej tego gremium nie jest tematem tego tekstu, lecz gdyby się nią zajmować, jego wydźwięk byłby jeszcze bardziej pesymistyczny.) Zdecydowanie ważniejszą od Parlamentu rolę w europejskich procesach decyzyjnych odgrywają instytucje – i osoby – w żaden sposób przez obywateli nie wybierane, a ich (często jednostronna politycznie i zdecydowanie pozatraktatowa) rola wciąż, zwłaszcza w ostatnich latach, rośnie.

Komisja Europejska nie jest wyłaniana, nawet pośrednio, w drodze wyborów. Spośród jej członków jedynie przewodniczącego wybiera Parlament Europejski większością głosów pełnego składu, na wniosek Rady Europejskiej. Cała reszta jest niewybierana. Kandydatów na komisarzy zgłaszają państwa członkowskie i podlegają oni jedynie kolegialnemu zatwierdzeniu w głosowaniu przez Parlament. Incydentalnie zdarzają się sytuacje wymuszenia przez to gremium na kandydacie na przewodniczącego pojedynczych zmian w składzie Kolegium Komisarzy, teoretycznie z powodu niewystarczających kompetencji, ale wtedy i tak rozstrzygnięcie nie zależy bezpośrednio od Parlamentu, tylko od tego, czy desygnowany na przewodniczącego ma tzw. cojones i czy ulegnie takiej dość nieformalnej presji, czy też nie. Powtórzmy z naciskiem słowo „teoretycznie”, bowiem najbardziej znany taki przypadek dotyczył nie kwalifikacji, lecz poglądów. Kandydaturę Rocco Buttiglione do pierwszej Komisji Barroso (2004) Parlament kontestował nie z powodu braku kompetencji, tylko konserwatywnych przekonań, a Barroso nie ryzykował swojej nominacji i wykazał się brakiem cojones.

Jeśli uznać, że istotą demokracji jest pochodzenie władzy z wyboru obywateli, to wszystkie państwa członkowskie Unii są niewątpliwie demokratyczne, ale sama Unia już nie. Suma bytów demokratycznych nie jest bytem demokratycznym

Z Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej sprawa jest jeszcze prostsza. Sędziowie obu głównych instancji (Trybunału Sprawiedliwości sensu stricto i Sądu) są mianowani przez państwa członkowskie. To, że siłą rzeczy reprezentują różne wrażliwości i tradycje prawne i konstytucyjne (nie ma czegoś takiego, jak europejska wrażliwość prawna tak, jak nie ma europejskiej konstytucji) i w związku z tym nie można mówić o jednym wspólnym dla całej Unii wzorcu – jest tematem na inne rozważania. W niniejszych interesuje nas tylko mechanizm mianowania. Są nominowani przez reprezentujące konkretne opcje polityczne rządy swoich krajów i kropka.

Mamy zatem do czynienia z taką oto sytuacją. Jeśli uznać, że istotą demokracji jest pochodzenie władzy z wyboru obywateli, to wszystkie państwa członkowskie Unii są niewątpliwie demokratyczne, ale sama Unia już nie. Suma bytów demokratycznych nie jest bytem demokratycznym i ten rozziew pogłębia się. Przyszłością Unii na pewno nie jest powołanie do życia federalnego superpaństwa, bo już w zalążku ze swej istoty byłoby niedemokratyczne, autorytarne. Pora zastanowić się – a odpowiedź będzie twierdząca – czy nie takie właśnie obawy wyraził brexit, opuszczenie Unii Europejskiej przez państwo o tak starej, jak brytyjska, tradycji demokracji? I co trzeba zmienić, co powstrzymać, by wspaniałej budowli wzniesionej 70 lat temu przez kilku wizjonerów, wybitnych europejskich mężów stanu, dzisiejsi fanatycy jednostronnej, federalistycznej, lewicowo-liberalnej opcji po prostu nie rozwalili? Niestety, tym najbardziej teraz fundamentalnym pytaniem nikt się w Unii nie zajmuje.

Dariusz Lipiński – publicysta, fizyk, wykładowca akademicki, samorządowiec. Działał w opozycji antykomunistycznej, był posłem na Sejm V i VI kadencji z ramienia Platformy Obywatelskiej.

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać