{CADFC49D-5652-8F44-AA65-C7F03BB3BBC7}

[OPINIA] Dariusz LIPIŃSKI: „Starszeństwo” jako władza pouczania

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Unia Europejska to też polityka, a zatem i władza. „Starszeństwo” daje władzę pouczania, polegającą na podporządkowaniu pouczanego. Pouczany ma się słuchać, a jego posłuszeństwo ma wynikać z wpojonego mu przekonania, że pouczający, skoro ma prawo pouczać, ma też rację – pisze Dariusz LIPIŃSKI

„Ciekawe, ilu członków obecnej Lewicy, mając wybór: 1. podwyższyć w Polsce wydatki socjalne, ale nie przywracać praworządności, 2. nie podwyższać tych wydatków, ale przywrócić praworządność – wybrałoby 1, czyli opcję PiS?” – napisał na Twitterze Leszek Balcerowicz. „Polska wydaje na socjał najwyższy procent PKB wśród nowych członków UE” – dodał w tym samym wpisie. Poza zwyczajowymi utyskiwaniami antyspołecznego doktrynera na „socjał” (o tym więcej będzie w puencie) oraz rytualnymi zaklęciami o „praworządności” i o „opcji PiS” (nieodłączne elementy antypisowskiej liturgii) zwraca uwagę właśnie fraza o „nowych członkach UE”.

1 maja minęło siedemnaście lat naszego członkostwa Unii Europejskiej. Pełnego. Nie żadnej tam namiastki, jakiegoś kandydowania, statusu przejściowego czy czegokolwiek innego, tylko pełnego członkostwa.

Wszystkie państwa tworzące Unię Europejską są sobie równe. Unia szanuje równość Państw Członkowskich wobec Traktatów – czytamy w Traktacie o Unii Europejskiej (art. 4 ust. 2). Mógłby ktoś zapytać, po co wypisywać takie oczywistości. Ano właśnie dlatego, że nie wszyscy o tej równości wiedzą (niektórzy być może tę wiedzę wypierają). Trzeba przypominać, że nie ma czegoś takiego jak „starzy” czy „nowi” członkowie UE, choć podział ten jest celowo – i przez niektórych w Polsce, i przez niektórych na Zachodzie – kultywowany. Unia szanuje równość Państw Członkowskich wobec Traktatów, koniec, kropka. Są tylko pełnoprawne państwa członkowskie, równe wobec traktatów.

Zresztą, pomijając nawet zapisy traktatowe, można zauważyć, że siedemnaście lat to okres całego pokolenia. W ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego głosowali ludzie, którzy nie pamiętają czasów „przedunijnych”, w następnych wyborach będą głosować (a nie można wykluczyć, że i kandydować) tacy, których wówczas w ogóle nie było jeszcze na świecie. Nawet najmłodsza stażem Chorwacja jest w Unii już prawie tak samo długo, jak były w niej – zaliczane do „starych” – Austria, Finlandia i Szwecja w momencie, kiedy myśmy przystępowali. Jacy więc „nowi”? Skąd to uporczywe podtrzymywanie sztucznego podziału?

Sprawa stanie się jasna, jeśli zastanowimy się, czym charakteryzuje się w jakiejś zbiorowości „nowy”. Na przykład nowy pracownik w firmie. Mimo wszelkich jego choćby najlepszych dyplomów, CV, referencji i spełniania wymagań jest to zazwyczaj i tak ktoś, kogo jakiś opiekun-mentor będzie po firmie oprowadzał i w nią wprowadzał. Można go zobowiązać do zaliczenia dodatkowych szkoleń. Możliwe, że nie powinien lekceważyć nie tylko oczekiwań szefa, ale nawet jego nawyków, fanaberii i fochów. Krótko mówiąc, „nowy” jest pouczany. „Starszeństwo” mentora daje mentorowi możliwość pouczania. Władzę pouczania. To jest realna władza, bo pouczany powinien stosować się do wskazówek mentora, a opinia mentora będzie istotna przy ocenie „nowego”. Mentor może być od pouczanego bardziej leniwy, gorzej wykwalifikowany i głupszy, ale jego dłuższy staż, „starszeństwo”, daje mu przewagę. Władzę polegającą na podporządkowaniu sobie pouczanego.

W firmie okres pouczania trwa krótko. Firma – jeśli ma dobrze funkcjonować – nie może pozwolić sobie na to, aby trwał długo i by nieformalne relacje „starszeństwa” były ważniejsze od reguł wynikających z prawa, statutów, kodeksów, z zasad działania przedsiębiorstwa i kierowania nim oraz ważniejsze od konkretnych umiejętności. W firmie nikt (może poza mentorem, i to tylko wówczas, gdy ma on jakieś problemy z samym sobą) nie jest zainteresowany podtrzymywaniem stanu rzeczy od samego początku pomyślanego jako tymczasowy i krótki.

W polityce jest inaczej, a Unia Europejska to też polityka, a zatem i władza. „Starszeństwo” daje władzę pouczania, polegającą na podporządkowaniu pouczanego. Pouczany ma się słuchać, a jego posłuszeństwo ma wynikać z wpojonego mu przekonania, że pouczający – skoro ma prawo pouczać – ma też rację. O to w tym wszystkim chodzi. Więc zainteresowanych, czyli mających interes w utrzymywaniu swej władzy pouczania, jest wielu. Mogą to być państwa członkowskie („Ponieważ to Francja” – powiedział kiedyś ówczesny przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker zapytany o to, dlaczego ten kraj nie jest przez nią karany za notoryczne naruszanie reguł budżetowych); mogą to być politycy zachodni – jak Frans Timmermans, Juan Fernando López Aguilar czy Katarina Barley – którym hałaśliwe pouczanie „nowych” pozwala wyróżnić się z tłumu innych, podobnie jak oni przeciętnych postaci; wreszcie mogą to być politycy krajowi, którzy mimo tego, iż nie wygrywają wyborów, chcieliby mieć swój mentorski tytuł do pouczania obywateli i narzucania im swoich pomysłów.

Cytowany na początku tweet Leszka Balcerowicza zawiera sugestię, jakoby wydatki socjalne w Polsce były jakoś specjalnie duże. Były wicepremier skrupulatnie przemilczał to, co jest całkowicie sprzeczne z jego doktryną. We wszystkich krajach „starej” (używając jego nomenklatury) Unii wydatki socjalne są wyższe niż w Polsce. Nie chodzi nawet o to, że w liczbach bezwzględnych: bogatsi mają więcej pieniędzy, to i mogą więcej wydawać. Ale cała czternastka państw, które znalazły się w Unii przed nami, wyprzedza nas również pod względem procentowego udziału (w stosunku do PKB) wydatków na cele socjalne. Jak widać, władza pouczania może służyć również, wybiórczo, do obrony fałszywych doktryn i szkodliwych strategii.

Dariusz Lipiński – publicysta, fizyk, wykładowca akademicki, samorządowiec. Działał w opozycji antykomunistycznej, był posłem na Sejm V i VI kadencji z ramienia Platformy Obywatelskiej. Obecnie polityk struktur Porozumienia Jarosława Gowina w Poznaniu.

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać