Dotyk, oględziny i doświadczenie kliniczne pozostają częścią dermatologii nawet wtedy, gdy komputer potrafi w krótkim czasie przeanalizować fotografię zmiany. Na te elementy zwraca uwagę Martine Baspeyras w materiale „Le Journal du Dimanche” poświęconym francuskiemu niedoborowi lekarzy i rozwojowi sztucznej inteligencji. Jej wypowiedź przypomina, że badanie pacjenta obejmuje więcej informacji, niż mieści pojedyncze zdjęcie przesłane do aplikacji. W warunkach długich kolejek szczególnego znaczenia nabiera pytanie o granice samodzielnego korzystania z takich narzędzi.
Czy aplikacja może zastąpić dermatologa?
Ocena ryzyka choroby i jej rozpoznanie to dwa różne rezultaty, choć w codziennym odbiorze mogą zostać ze sobą pomylone. SkinVision podkreśla w stanowisku dotyczącym badań nad swoją usługą, że jest narzędziem przesiewowym i nie stawia diagnoz. Komunikat aplikacji ma wspierać decyzję o dalszym kontakcie z lekarzem, a jego interpretacja wymaga uwzględnienia przeznaczenia produktu i ograniczeń analizy obrazu. Z tego powodu zapewnienie dostępu do cyfrowej oceny nie jest równoznaczne z zapewnieniem pełnej opieki dermatologicznej.
Oceniając podejrzaną zmianę, lekarz bierze pod uwagę jej wygląd i ewolucję, a następnie ustala potrzebę dalszej diagnostyki. Francuski Institut national du cancer wskazuje, że sygnałem alarmowym może być nowa zmiana odmienna od pozostałych lub przekształcanie się znanego wcześniej znamienia. Taka obserwacja powinna prowadzić do oceny medycznej, a nie wyłącznie do kolejnych prób uzyskania uspokajającego wyniku w telefonie. Technologia może uczestniczyć w tej drodze, lecz nie określa sama całego postępowania.
Skąd bierze się zainteresowanie cyfrową oceną skóry?
We Francji przeciętny termin konsultacji dermatologicznej przypada po czterech miesiącach i dwóch tygodniach oczekiwania, jak podaje JDD, powołując się na barometr dostępu do opieki. Tygodnik opisuje kraj z liczbą specjalistów niewiele przekraczającą 2,8 tys., w którym pacjenci coraz częściej spotykają ofertę analizy skóry poza tradycyjnym gabinetem. Niedostępność konsultacji tworzy więc warunki do szybkiego upowszechniania nowych usług. Nie przesądza jednak o ich zdolności do rozwiązania problemu opóźnionego leczenia.
Francuskie towarzystwo dermatologiczne SFD i kolegium nauczycieli dermatologii CEDEF przedstawiają niedobór kadr jako rzeczywisty kryzys, przed którym środowisko ostrzegało od lat. Z ich stanowiska wynika, że zachowanie dostępu do specjalistów wymaga działań organizacyjnych i kadrowych. Można zatem wnioskować, że narzędzia cyfrowe będą miały największą wartość jako część szerszej odpowiedzi na trudności systemu. Samo zwiększanie liczby wykonanych analiz nie informuje jeszcze, ile osób uzyskało potrzebną pomoc.
W reportażu pojawia się przykład SkinVision, którego operator deklaruje ponad sześć milionów kontroli i przeszło trzy miliony użytkowników na świecie. Przytoczone stawki wynoszą 6,99 euro za jednorazową ocenę oraz 49,99 euro za program obejmujący rok. Dla odbiorcy oferty istotne jest, że płaci za usługę o określonym zakresie, a nie za gwarancję wykluczenia choroby. Liczba pobrań czy kontroli nie pozwala ustalić bezpieczeństwa każdego możliwego zastosowania.
Czy wynik jest równie wiarygodny dla każdego pacjenta?
Skuteczność narzędzi obrazowych zależy między innymi od danych, na których zostały sprawdzone. Autorzy pracy „Disparities in Dermatology AI Performance on a Diverse, Curated Clinical Image Set” analizowali modele na zbiorze 656 obrazów obejmującym różne odcienie skóry i rzadsze schorzenia. Badane systemy działały gorzej dla ciemniejszych odcieni skóry oraz rzadkich chorób, a wykorzystanie bardziej zróżnicowanych danych do dalszego uczenia pozwalało ograniczać część różnic. Ustalenia odnoszą się do modeli analizowanych w tej pracy, nie stanowią zbiorczej oceny wszystkich współczesnych produktów.
Wniosek praktyczny dotyczy sposobu przedstawiania wyników badań, ponieważ wysoka trafność uzyskana w jednym zestawie obrazów nie oznacza identycznego rezultatu w każdej sytuacji. Trzeba wiedzieć, jakie zmiany oceniano, u jakich pacjentów i przy jakich warunkach wykonania zdjęcia. Równie istotne jest to, czy badanie obejmowało tylko analizę obrazów, czy rzeczywiste decyzje podejmowane w opiece nad chorymi. Dopiero taki kontekst pozwala określić zakres zastosowania opisywanej technologii.
Co powinno nastąpić po wykryciu niepokojącej zmiany?
Opisany przez JDD model apteczny zakłada wykorzystanie dermatoskopu z algorytmem i możliwość przekazania podejrzanego obrazu profesjonalnemu odbiorcy. Taka ocena kosztuje około 10–15 euro, lecz urządzenia znajdują się w zaledwie 500 z niemal 20 tys. aptek we Francji. Dostępność jest więc nadal punktowa, a dodatkowym zadaniem pozostaje sprawne zorganizowanie konsultacji po otrzymaniu niepokojącego rezultatu. Kolejny etap musi być dla pacjenta zrozumiały i osiągalny.
Francuskie środowisko rozwija też rozwiązania oparte na bezpośrednim dotarciu lekarza do osób mieszkających poza obszarami dobrze obsługiwanymi przez specjalistów. Projekt Mobil’Derm przewiduje mobilną dermatologię i powiązanie wizyty z lokalnym systemem opieki. Pokazuje to, że odpowiedź na brak gabinetów może łączyć nowe narzędzia z innym sposobem organizacji pracy personelu. Ostatecznym celem pozostaje uzyskanie przez chorego ciągłości badania i leczenia.
W tej perspektywie odpowiedzialność za dalszą diagnozę wymaga wskazania konkretnego profesjonalisty i jasnego sposobu przekazania mu informacji. Oferta, która kończy się wyświetleniem poziomu ryzyka, rozwiązuje jedynie część trudności napotykanych przez pacjenta. Oferta połączona z rzeczywistym dostępem do oceny lekarskiej może pomóc uporządkować drogę do rozpoznania. Francuska dyskusja dotyczy więc także tego, kto przejmie opiekę, kiedy algorytm zakończy już swoją analizę.
Kinga Miłosz

















