Nawrocki, Meloni i Frederiksen

Nawrocki, Meloni i Frederiksen w nowym układzie europejskim

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Porozumienie premier Włoch Giorgii Meloni z premier Danii Mette Frederiksen pokazuje, że polityczna mapa Unii Europejskiej zaczyna wyglądać inaczej niż jeszcze kilka lat temu. W sprawach migracji coraz częściej współdziałają rządy wywodzące się z odległych obozów. Prezydent Karol Nawrocki nie uczestniczy formalnie w tym porozumieniu, ale jego poglądy na granice, suwerenność i bezpieczeństwo stawiają go blisko rodzącej się konfiguracji.

W europejskiej polityce pojawia się układ, który byłby trudny do wyobrażenia jeszcze dekadę temu. Giorgia Meloni kieruje konserwatywnym rządem Włoch, natomiast Mette Frederiksen stoi na czele duńskiej socjaldemokracji. Obie uznały jednak, że różnice ideologiczne nie powinny blokować współpracy w sprawie nielegalnej migracji. W ich wspólnym stanowisku znalazły się postulaty skuteczniejszej ochrony granic, sprawniejszych deportacji oraz tworzenia centrów powrotowych poza Unią Europejską.

Sama treść tych propozycji nie jest zupełnie nowa. Włochy już testowały model ośrodków w Albanii, a kilka państw od dawna naciskało na przeniesienie części procedur do bezpiecznych krajów trzecich. Nowością jest skala politycznego poparcia dla rozwiązań, które wcześniej kojarzono głównie z prawicą. Gdy pod podobną diagnozą podpisuje się premier reprezentująca skandynawską socjaldemokrację, przestaje to być program jednego środowiska.

Migracja zmienia dawne podziały w Unii

Współpraca Rzymu i Kopenhagi nie powstała z dnia na dzień. W czerwcu 2026 r. Meloni i Frederiksen współtworzyły list podpisany przez 19 europejskich liderów, którzy domagali się szybkiego wdrażania nowych przepisów o powrotach migrantów, w tym możliwości organizowania ośrodków poza terytorium Unii. Po kryzysie migracyjnym w Ceucie podobne postulaty uzyskały jeszcze szersze poparcie. Oznacza to, że wokół ochrony granic można dziś zbudować koalicję obejmującą konserwatystów, chadeków, liberałów i część socjaldemokratów.

Taki sposób działania osłabia dawny model, w którym najważniejsze kompromisy miały powstawać przede wszystkim między Paryżem i Berlinem, a pozostałe stolice zajmowały stanowisko wobec gotowego projektu. Obecnie państwo średniej wielkości może narzucić temat całej Unii, jeżeli przedstawi konkretne rozwiązanie i pozyska partnerów z kilku części kontynentu. Włochy wykorzystują pozycję dużego kraju Południa, Dania wnosi wiarygodność północnego państwa dobrobytu, a Polska może dodać doświadczenie zewnętrznej granicy poddanej zorganizowanej presji.

Każda z tych grup dochodzi do podobnego wniosku z innego powodu. Dla włoskiej prawicy najważniejsze pozostają kontrola terytorium, odpowiedzialność państwa i obrona europejskiej tożsamości. Duńska lewica patrzy przede wszystkim na trwałość państwa opiekuńczego. Jeśli obywatele są przekonani, że niekontrolowany napływ ludzi osłabia szkoły, opiekę zdrowotną, mieszkalnictwo i zaufanie społeczne, zaczynają odwracać się od partii, które nie chcą o tych kosztach rozmawiać.

Frederiksen zrozumiała, że pozostawienie migracji wyłącznie prawicy grozi socjaldemokracji utratą części tradycyjnych wyborców. Meloni dostrzegła natomiast, że najskuteczniejszym sposobem zmieniania Unii nie jest stały spór z Brukselą, lecz budowanie większości zdolnej przekształcić włoskie pomysły w prawo europejskie. Ich porozumienie wynika więc nie tylko ze wspólnej oceny zagrożenia, ale również z politycznego pragmatyzmu.

Dania zajmuje przy tym pozycję szczególną. Traktatowe wyłączenie dotyczące części współpracy w dziedzinie sprawiedliwości i spraw wewnętrznych daje jej więcej swobody w polityce migracyjnej niż większości członków UE. Nie przeszkadza to Kopenhadze wywierać wpływu na kierunek europejskiej debaty. Frederiksen może przekonywać inne rządy do bardziej rygorystycznych rozwiązań, nawet jeśli poszczególne przepisy nie będą wiązały Danii dokładnie w taki sam sposób jak pozostałych państw.

Istotny jest także kulturowy wymiar wspólnej deklaracji. Obie premier połączyły wymóg przestrzegania prawa z poszanowaniem europejskich wartości i chrześcijańskiego dziedzictwa kontynentu. W ustach Giorgii Meloni takie stanowisko nie zaskakuje. Podpis Mette Frederiksen pokazuje jednak, jak daleko przesunęła się debata w państwach północnej Europy.

Karol Nawrocki jest blisko tej diagnozy

Do współpracy Meloni i Frederiksen nie można automatycznie dopisywać Karola Nawrockiego. Prezydent Polski nie podpisał ich deklaracji, nie należy też mówić o formalnym sojuszu Warszawy, Rzymu i Kopenhagi. Istnieje jednak wyraźne podobieństwo poglądów, szczególnie w sprawach ochrony granic, sprzeciwu wobec nadmiernej centralizacji Unii oraz zachowania narodowej i chrześcijańskiej tożsamości Europy.

Polska wnosi do tej dyskusji doświadczenie inne niż Włochy i Dania. Dla Rzymu migracja jest przede wszystkim problemem szlaku śródziemnomorskiego. Kopenhaga rozpatruje ją przez pryzmat spójności społecznej i kosztów utrzymania rozbudowanych usług publicznych. Warszawa patrzy również na granicę z Białorusią, gdzie przepływ migrantów został wykorzystany jako instrument nacisku politycznego i destabilizacji.

Nawrocki od dawna łączy kwestię migracji z szerszą wizją bezpieczeństwa. W jego wypowiedziach powracają krytyka centralizacyjnych ambicji Unii, postulat większej roli Europy Środkowej oraz potrzeba ścisłych więzi ze Stanami Zjednoczonymi. Z Giorgią Meloni rozmawiał jeszcze przed objęciem urzędu prezydenta, a później spotykał się z nią jako głowa państwa. Tematami tych kontaktów były między innymi bezpieczeństwo militarne, presja hybrydowa, współpraca gospodarcza i miejsce obu krajów w Europie.

Podobieństwo między nimi nie oznacza pełnej zgodności. Meloni stara się modyfikować politykę migracyjną przez unijne instytucje i porozumienia między rządami. Nawrocki mocniej akcentuje prawo Polski do odmowy udziału w mechanizmach, które uznaje za sprzeczne z interesem państwa. Łączy ich ocena problemu, lecz nie zawsze sposób dochodzenia do rozwiązania.

Polska ma dwa kanały wpływu

Pozycja prezydenta w tej układance wymaga ważnego zastrzeżenia. To premier Donald Tusk reprezentuje Polskę w Radzie Europejskiej, a rząd prowadzi negocjacje dotyczące większości wspólnych przepisów. Prezydent Karol Nawrocki dysponuje własną aktywnością dyplomatyczną, może kształtować debatę publiczną, korzystać z inicjatywy ustawodawczej i weta, ale sam nie wprowadzi Polski do koalicji głosującej w Brukseli.

Jednocześnie polski rząd już współpracował z grupą państw skupionych wokół propozycji Meloni i Frederiksen. Donald Tusk uczestniczył w 2026 r. w nieformalnych rozmowach poświęconych migracji organizowanych przed spotkaniami unijnych liderów. Powstaje zatem sytuacja, w której Warszawa mogłaby zbliżać się do nowego układu na dwa sposoby. Rząd działa pragmatycznie w ramach instytucji, a prezydent buduje polityczne relacje z włoską premier i mocniej podkreśla wspólnotę ideową.

Taka dwutorowość może zwiększać wpływ Polski, jeśli oba ośrodki władzy uznają ochronę granic i sprzeciw wobec przymusowej relokacji za wspólny interes. W przeciwnym razie kontakty Nawrockiego z Meloni pozostaną ważne symbolicznie, ale nie przełożą się na decyzje podejmowane przez państwa członkowskie. O sile Warszawy przesądzi więc nie sama bliskość poglądów, lecz zdolność do przedstawienia wspólnego stanowiska. Przynajmniej do ukształtowania się nowego rządu po wyborach parlamentarnych w 2027 roku.

Dawne postulaty stają się prawem europejskim

Znaczenie inicjatywy Meloni i Frederiksen widać najlepiej na tle zmian prawnych. Pakt migracyjny zaczął obowiązywać w czerwcu 2026 r., a Parlament Europejski poparł później przepisy pozwalające między innymi na organizowanie centrów powrotowych poza UE. Za przyjęciem nowych zasad opowiedziało się 418 eurodeputowanych, 218 głosowało przeciw, natomiast 30 wstrzymało się od głosu. Projekt, który niedawno uchodził za włoski eksperyment, znalazł się tym samym w europejskim głównym nurcie.

Nie oznacza to automatycznego rozwiązania problemu deportacji. Unia nadal potrzebuje umów z krajami gotowymi przyjmować ośrodki, pieniędzy na ich funkcjonowanie oraz kontroli gwarantującej przestrzeganie praw człowieka. Pozostaje też zakaz odsyłania osób do miejsc, w których groziłyby im prześladowania, tortury lub inne poważne niebezpieczeństwo. Sprawność całego mechanizmu zależy więc zarówno od politycznej determinacji, jak i od jego zgodności z europejskim oraz międzynarodowym prawem.

Włoskie doświadczenia z Albanią ujawniły, że między decyzją polityczną a działającym systemem istnieje duża różnica. Spory przed sądami, problemy z kwalifikowaniem państw jako bezpiecznych i wysokie koszty mogą ograniczyć skalę nowych rozwiązań. Sukces Meloni polega jednak już na tym, że debata nie dotyczy dziś samej dopuszczalności zewnętrznych centrów, lecz warunków, na jakich miałyby one funkcjonować.

To nie jest jeszcze trwały sojusz

Nowa europejska konfiguracja nie posiada przywódcy, stałego składu ani wspólnego programu obejmującego wszystkie dziedziny. W migracji inicjatywę mogą przejmować Włochy i Dania, w obronności większą rolę odgrywają Polska, państwa bałtyckie i kraje nordyckie, a w sprawach gospodarczych układ interesów wygląda jeszcze inaczej. Unia coraz częściej działa poprzez takie zmienne koalicje tworzone wokół jednego problemu.

Najwięcej politycznie zyskuje Giorgia Meloni. Udowadnia, że potrafi wyprowadzić własne propozycje poza środowisko europejskich konserwatystów i znaleźć dla nich partnerów po drugiej stronie sceny politycznej. Mette Frederiksen pokazuje z kolei, że lewica może prowadzić restrykcyjną politykę graniczną, nie rezygnując z argumentu o solidarności społecznej. Nawrocki otrzymuje możliwość zaprezentowania Polski jako państwa, które nie tylko reaguje na gotowe rozwiązania największych stolic, ale wnosi własne doświadczenie do europejskiej debaty.

Pozostają poważne przeszkody. Centra powrotowe w krajach trzecich wymagają partnerów, pieniędzy, jasnych zasad nadzoru oraz zgodności z prawem międzynarodowym. Nie wszystkie państwa popierają przenoszenie procedur poza Unię, a organizacje zajmujące się prawami człowieka ostrzegają przed osłabieniem ochrony osób ubiegających się o azyl. Ostateczne granice nowych rozwiązań będą wyznaczały także europejskie i krajowe sądy.

Zmienił się jednak punkt ciężkości całego sporu. Zwolennicy łagodniejszej polityki migracyjnej nie mogą już ograniczać się do krytykowania propozycji deportacji i zewnętrznych ośrodków. Muszą również wyjaśnić, jak przywrócić skuteczność państwa, ochronić usługi publiczne i odbudować zaufanie obywateli. Porozumienie Meloni i Frederiksen pokazuje, że to pytanie przestało dzielić Europę według prostego schematu prawicy i lewicy.

Karol Nawrocki znajduje się blisko tego nurtu, ale jego realny wpływ zależy od dwóch rzeczy. Pierwszą jest zdolność przełożenia polskich doświadczeń na propozycje zrozumiałe dla innych państw. Drugą pozostaje współpraca z rządem, bez której osobiste relacje prezydenta nie staną się oficjalną polityką Polski. Dopiero spełnienie obu warunków pozwoliłoby Warszawie odegrać znaczącą rolę w koalicji łączącej północ, południe i wschód kontynentu.

Kazimierz Olejnik

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać