Marine Le Pen rozpoczyna kampanię z wysokim poparciem i wiernym elektoratem. Jej przeciwnicy są natomiast podzieleni między kilka partii oraz politycznych ambicji. Zdaniem François Bayrou taki układ może sprawić, że kandydaci centrum odbiorą sobie nawzajem głosy i żaden z nich nie dostanie się do finału.
Co dokładnie proponuje François Bayrou?
Przewodniczący MoDem chce zorganizowania szerokich prawyborów przed właściwą elekcją. Udział mogliby wziąć politycy umiarkowanej lewicy, centrum i republikańskiej prawicy. Zwycięzca zostałby wspólnym kandydatem tej rozległej części francuskiej sceny.
Zainteresowani startem mieliby ujawnić swoje plany we wrześniu. W następnych miesiącach przedstawialiby programy i uczestniczyli w debatach, a głosowanie odbyłoby się na przełomie stycznia i lutego 2027 r. Bayrou uważa, że pozostałoby wtedy wystarczająco dużo czasu na przeprowadzenie właściwej kampanii.
Dlaczego kilku kandydatów stanowi problem?
Francuzi wybierają prezydenta w dwóch turach, a do drugiego głosowania przechodzą tylko dwie osoby z najlepszym wynikiem. Jeżeli podobni kandydaci podzielą między siebie umiarkowanych wyborców, wszyscy mogą zakończyć udział w wyścigu już po pierwszej rundzie. W finale mogliby się wówczas znaleźć Marine Le Pen oraz Jean-Luc Mélenchon.
Bayrou chce uniknąć takiego scenariusza, dokonując selekcji wcześniej. Prawybory działałyby jak dodatkowa runda, w której rywalizowaliby wyłącznie politycy gotowi do późniejszej współpracy. Pozostali uczestnicy musieliby poprzeć zwycięzcę zamiast kontynuować własne kampanie.
Czy naturalnym wyborem nie jest Édouard Philippe?
Édouard Philippe od kilku lat przygotowuje się do walki o Pałac Elizejski i jest najmocniejszym sondażowo politykiem centrum. Dla Bayrou sama przewaga nad Gabrielem Attalem i innymi kandydatami nie stanowi jednak wystarczającego argumentu. Były premier powinien najpierw pokazać, że potrafi zaproponować coś więcej niż spokojną kontynuację prezydentury Emmanuela Macrona.
Wybory w 2027 r. zakończą dziesięcioletni okres rządów obecnego prezydenta. Philippe, Attal, Bruno Le Maire, Élisabeth Borne i inni politycy tego środowiska pełnili w tym czasie ważne funkcje państwowe. Wyborcy mogą zatem widzieć w nich przedstawicieli tego samego systemu, nawet jeżeli różnią się stylem i programem.
Na kogo zwraca uwagę Bayrou?
W rozmowie z „Le Figaro” szczególnie dużo miejsca poświęcił Thierry’emu Bretonowi. Były komisarz europejski ma doświadczenie gospodarcze, kierował dużymi firmami i zajmował się rozwojem nowych technologii. Jednocześnie nie jest bezpośrednio kojarzony z ostatnim francuskim rządem.
Breton nie posiada jednak silnej partii ani rozwiniętych struktur wyborczych. Potrzebowałby również szybkiego zwiększenia rozpoznawalności poza środowiskami zainteresowanymi gospodarką i polityką europejską. Otwarta rywalizacja mogłaby dać mu możliwość zbudowania pozycji, której dzisiaj jeszcze nie ma.
Lista Bayrou jest znacznie dłuższa i obejmuje również François Hollande’a, Bernarda Cazeneuve’a, Michela Barniera, Xaviera Bertranda, Bruna Retailleau oraz kilku byłych premierów i ministrów. Nie oznacza to, że wszyscy zdecydują się wystartować. Pokazuje jednak, jak szeroki sojusz chciałby stworzyć lider MoDem.
Kto nie mógłby wejść do tego porozumienia?
Bayrou wyznacza dwie wyraźne granice. Uczestnicy prawyborów mieliby odrzucić możliwość późniejszych układów zarówno z partią Marine Le Pen, jak i z ugrupowaniem Jeana-Luca Mélenchona. Współpraca byłaby zatem dostępna tylko dla środowisk uznanych przez niego za demokratyczne i reformatorskie.
Taki warunek może wywołać spory na lewicy i prawicy. François Hollande musiałby jasno odpowiedzieć, czy wyklucza przyszłe porozumienie z La France insoumise, a Bruno Retailleau zamknąć drogę do współpracy z Rassemblement National. Bez tych deklaracji cała koncepcja straciłaby polityczną spójność.
Czy prawybory rzeczywiście dojdą do skutku?
Na razie jest to propozycja jednego lidera, a nie wspólna decyzja zainteresowanych partii. Nie ustalono, kto mógłby głosować, kto odpowiadałby za organizację ani czy wszyscy przegrani zobowiązaliby się do rezygnacji. Każda z tych kwestii może stać się przyczyną konfliktu.
Najmniej powodów do zaakceptowania pomysłu mają politycy prowadzący już własne kampanie. Édouard Philippe mógłby utracić pozycję faworyta centrum, a Gabriel Attal musiałby podporządkować swoją przyszłość regułom uzgodnionym z konkurentami. Partie lewicy i prawicy również mogą nie chcieć, aby o ich przedstawicielach współdecydowali wyborcy innych obozów.
Dlaczego plan powstał właśnie teraz?
Źródłem presji pozostaje rosnąca siła Marine Le Pen. W poprzednich wyborach jej przeciwnicy zakładali, że w drugiej turze powstanie szeroki front, który zablokuje kandydatkę narodowej prawicy. Obecnie nie można już uznać, że taki mechanizm zadziała automatycznie.
Bayrou próbuje więc zmienić kolejność politycznych rozstrzygnięć. Najpierw umiarkowane partie miałyby wskazać wspólnego reprezentanta, a dopiero później rozpocząć zasadnicze starcie z liderką RN. Pomysł nie przesądza, kto zostanie rywalem Marine Le Pen, lecz ma zapobiec sytuacji, w której centrum przegra z powodu własnego rozdrobnienia.
Kazimierz Olejnik

















