bilans prezydentury Emmanuela Macrona

Francja po Macronie. Co zmieniło się przez dziesięć lat?

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Wiosną 2027 r. zakończy się dekada, podczas której Emmanuel Macron pozostawał najważniejszą postacią francuskiej polityki. Jego następca obejmie kraj nadal należący do największych potęg Europy, posiadający broń atomową, globalną dyplomację, wielkie koncerny i zdolność przyciągania międzynarodowego kapitału. Równocześnie będzie musiał zmierzyć się z zadłużeniem przekraczającym 3,5 bln euro, słabym wzrostem gospodarczym, kryzysem zaufania do państwa oraz parlamentem podzielonym na zwalczające się bloki.

Bilans dwóch kadencji nie mieści się ani w opowieści o spełnionej rewolucji, ani w oskarżeniu o całkowite zmarnowanie dziesięciu lat. Macron przeprowadził reformy, których przez długi czas unikali jego poprzednicy, lecz nie zbudował politycznej większości zdolnej utrwalić ich rezultaty. Zmienił sposób, w jaki Francja mówi o przedsiębiorczości, obronności i miejscu Europy w świecie, ale nie usunął najważniejszych słabości państwa.

Czy Emmanuel Macron spełnił obietnicę zmiany Francji?

Tylko częściowo. Kandydat z 2017 r. zapowiadał jednoczesną modernizację gospodarki, naprawę finansów publicznych oraz odnowienie demokracji. Najwięcej osiągnął w pierwszym obszarze, znacznie mniej w drugim, natomiast projekt przebudowy instytucji właściwie nie został zrealizowany. Francja po dwóch kadencjach Macrona działa inaczej niż za François Hollande’a, ale daleko jej do państwa zapowiadanego w programowej książce Rewolucja.

Prezydent udowodnił, że we Francji można przeprowadzać niepopularne reformy, jeżeli władza jest gotowa ponieść ich społeczny koszt. Nie odpowiedział jednak na pytanie, w jaki sposób połączyć szybkie podejmowanie decyzji z odbudową zaufania obywateli. Skutkiem jest państwo sprawniejsze w niektórych dziedzinach, lecz bardziej skonfliktowane i mniej przekonane, że reformy służą wszystkim grupom społecznym.

Co Macron zmienił w gospodarce?

Pierwsze lata jego prezydentury przyniosły wyraźny zwrot w stronę przedsiębiorczości i kapitału. Zmieniono przepisy prawa pracy, podatek majątkowy ISF zastąpiono daniną obejmującą głównie nieruchomości, dochody kapitałowe objęto jednolitą 30-procentową stawką, natomiast podatek od przedsiębiorstw obniżono z 33,3 do 25 proc. Reformom towarzyszył przekaz, że zysk, inwestycje i tworzenie firm nie powinny być we Francji traktowane z podejrzliwością.

Rezultatem stała się poprawa wizerunku kraju wśród inwestorów. Przez siedem lat Francja zajmowała pierwsze miejsce w Europie pod względem liczby zagranicznych projektów inwestycyjnych, chociaż w 2025 r. ich liczba zmniejszyła się o 17 proc. i wyniosła 852. Paryż rozwinął ekosystem nowych technologii, wzrosła liczba start-upów i łatwiej było pozyskiwać finansowanie dla przedsięwzięć innowacyjnych.

Nie nastąpił jednak przełom odpowiadający skali prezydenckich zapowiedzi. Produkcja przemysłowa nadal stanowi relatywnie niewielką część francuskiej gospodarki, a przenoszenie fabryk do kraju postępuje wolniej niż ich wcześniejsze zamykanie. W drugim kwartale 2026 r. gospodarka powiększyła się jedynie o 0,2 proc., po spadku o 0,1 proc. w pierwszych trzech miesiącach roku.

Czy sytuacja na rynku pracy jest lepsza niż w 2017 roku?

W ogólnym ujęciu tak, lecz pozytywny trend uległ zahamowaniu. W drugim kwartale 2017 r. stopa bezrobocia wynosiła 9,5 proc., a na początku 2023 r. obniżyła się do około 7 proc. Był to jeden z najbardziej przekonujących argumentów obozu prezydenckiego, ponieważ Francja przez dziesięciolecia nie potrafiła trwale ograniczyć liczby osób pozostających bez pracy.

W kolejnych latach sytuacja zaczęła się jednak pogarszać. W drugim kwartale 2026 r. bezrobocie wzrosło do 8,3 proc., a liczba osób poszukujących zatrudnienia osiągnęła 2,7 mln. Macron przekazuje więc następcy rynek pracy w lepszym stanie niż ten, który sam przejmował, ale daleki od obiecywanego pełnego zatrudnienia.

Ważną zmianą był gwałtowny rozwój kształcenia zawodowego i systemu praktyk. Pomogło to części młodych ludzi zdobyć kwalifikacje odpowiadające potrzebom firm, choć bezrobocie wśród najmłodszych nadal pozostaje wysokie. Przyszły prezydent będzie musiał rozstrzygnąć, czy dotychczasowe reformy należy kontynuować, czy też rosnące problemy zatrudnienia wymagają ponownego zwiększenia ochronnej roli państwa.

Dlaczego finanse publiczne są największym problemem sukcesji?

Macron przejmował urząd w kraju poważnie zadłużonym, lecz po dziesięciu latach skala zobowiązań jest jeszcze większa. Na koniec 2017 r. dług publiczny odpowiadał 98,8 proc. PKB. W pierwszym kwartale 2026 r. wzrósł do 3536,1 mld euro, osiągając 117,5 proc. PKB.

Część przyrostu wynika z wydatków poniesionych podczas pandemii, późniejszego kryzysu energetycznego oraz międzynarodowej niestabilności. Francja nie powróciła jednak do dyscypliny budżetowej także po ustaniu najostrzejszej fazy tych wydarzeń. Deficyt sektora finansów publicznych wyniósł w 2025 r. 152,5 mld euro, czyli 5,1 proc. PKB.

Problem staje się coraz bardziej odczuwalny, ponieważ nowe obligacje są oprocentowane wyżej niż papiery emitowane w okresie niemal darmowego pieniądza. Obsługa zadłużenia pochłania środki, które mogłyby zostać przeznaczone na szpitale, edukację, energetykę, bezpieczeństwo albo przemysł. Następny prezydent rozpocznie rządy z mniejszą swobodą finansową, niż sugerowałaby wielkość francuskiej gospodarki.

Dlaczego tak kosztowne państwo rozczarowuje obywateli?

Francja przeznacza na wydatki publiczne większą część dochodu narodowego niż niemal wszystkie inne kraje europejskie. Równocześnie mieszkańcy wielu regionów skarżą się na ograniczony dostęp do lekarzy, zamykanie lokalnych usług, problemy szkół, przeciążenie wymiaru sprawiedliwości oraz niedostateczną obecność policji. Wysokość nakładów nie daje już automatycznie poczucia bezpieczeństwa i sprawności instytucji.

W 2024 r. poniżej progu ubóstwa żyło 9,8 mln mieszkańców Francji metropolitalnej, czyli 15,4 proc. społeczeństwa. Był to najwyższy wskaźnik od rozpoczęcia porównywalnej serii danych w 1996 r. Szczególnie dotknięte pozostają dzieci, osoby samotnie wychowujące potomstwo, część mieszkańców przedmieść i ludzie utrzymujący się z nisko opłacanej pracy.

Macron nie zdemontował francuskiego państwa społecznego, jak utrzymywali jego przeciwnicy. Nie zdołał również przywrócić przekonania, że wysokie podatki zapewniają obywatelom usługi odpowiedniej jakości. Pozostawia system rozbudowany, kosztowny i politycznie niezwykle trudny do ograniczenia, który mimo ogromnych wydatków nie likwiduje poczucia społecznej degradacji.

Jak zmieniło się francuskie społeczeństwo

W czasie prezydentury Macrona jeszcze wyraźniej ujawnił się podział pomiędzy wielkimi metropoliami a mniejszymi miastami i obszarami wiejskimi. Pierwsze korzystają z globalizacji, nowych technologii, turystyki oraz napływu kapitału, podczas gdy druga Francja częściej doświadcza zamykania zakładów, zaniku transportu publicznego, ograniczania usług i wzrostu kosztów codziennego życia. Protest żółtych kamizelek był najbardziej widocznym przejawem tego pęknięcia, lecz nie doprowadził do jego usunięcia.

Napięcia pogłębiła reforma emerytalna podnosząca minimalny wiek przechodzenia na emeryturę z 62 do 64 lat. Z ekonomicznego punktu widzenia zmiana odpowiadała na starzenie się ludności i rosnące koszty systemu. Politycznie stała się jednak symbolem władzy podejmującej kluczowe decyzje bez społecznej zgody, zwłaszcza że ustawę przeprowadzono z wykorzystaniem art. 49 ust. 3 konstytucji, bez głosowania w Zgromadzeniu Narodowym.

Spadek dzietności dodatkowo komplikuje sytuację. W 2025 r. współczynnik wyniósł 1,56 dziecka na kobietę, wobec 1,61 rok wcześniej. Mniejsza liczba urodzeń oznacza, że finansowanie emerytur, ochrony zdrowia i rozbudowanych świadczeń będzie w coraz większym stopniu obciążało kurczącą się grupę aktywnych zawodowo.

Czy Macron rozwiązał problem migracji i bezpieczeństwa?

Nie, chociaż podejmował kolejne próby zaostrzenia przepisów. Prezydent deklarował połączenie humanitarnego traktowania cudzoziemców ze skuteczną kontrolą granic i wydalaniem osób, które nie mają prawa pozostać w kraju. W praktyce kolejne ustawy były przedmiotem sporów parlamentarnych, część rozwiązań zakwestionowała Rada Konstytucyjna, a administracja nadal miała trudności z wykonywaniem decyzji o opuszczeniu Francji.

Migracja stała się w tym czasie jednym z głównych tematów francuskiej polityki. Debata dotyczy już nie tylko liczby przybywających osób, lecz również integracji, przestępczości, islamizmu, tożsamości narodowej, dostępu do świadczeń oraz przyszłości przedmieść. Brak powszechnie uznanej poprawy sytuacji wzmocnił Zjednoczenie Narodowe, które od lat buduje swoją wiarygodność na przekonaniu, że partie rządzące utraciły kontrolę nad polityką migracyjną.

Macron nie znalazł języka zdolnego pogodzić zwolenników ograniczenia napływu cudzoziemców z wyborcami podkreślającymi humanitarne obowiązki Francji. Następna prezydentura rozpocznie się więc od konfliktu, którego nie można już odsunąć na drugi plan. Migracja i bezpieczeństwo będą należały do kwestii rozstrzygających zarówno o wyniku wyborów, jak i o zdolności nowej władzy do utrzymania społecznego spokoju.

Czy francuska armia jest dziś silniejsza?

Wzrost nakładów na obronność należy do najmocniejszych elementów bilansu Macrona. W 2017 r. budżet sił zbrojnych wynosił około 32 mld euro, natomiast w 2027 r. ma sięgnąć 64 mld euro. Ustawa programowa na lata 2024–2030 przewiduje łączne wydatki w wysokości 413 mld euro.

Środki są przeznaczane między innymi na modernizację odstraszania nuklearnego, amunicję, cyberbezpieczeństwo, systemy kosmiczne, rozpoznanie oraz przygotowanie wojska do wojny o dużej intensywności. Rosyjska agresja przeciwko Ukrainie potwierdziła zasadność ostrzeżeń, że Europa musi odbudować własne zdolności obronne. Macron wcześniej niż wielu europejskich przywódców zwracał uwagę na strategiczne konsekwencje uzależnienia od amerykańskiej ochrony.

Pozostaje pytanie, czy Francję będzie stać na utrzymywanie tego wysiłku przy jednoczesnym finansowaniu świadczeń społecznych i obsługi długu. Samo przyjęcie wieloletnich planów nie gwarantuje ich wykonania. Nowa głowa państwa odziedziczy lepiej finansowaną armię, ale także obowiązek znalezienia pieniędzy na jej dalszą modernizację.

Czy Francja wzmocniła swoją pozycję międzynarodową?

Macron sprawił, że koncepcja europejskiej autonomii strategicznej przestała być wyłącznie francuskim postulatem. Przekonywał, że Unia Europejska powinna posiadać własne zdolności wojskowe, przemysłowe, energetyczne i technologiczne, aby nie stać się przedmiotem rywalizacji Stanów Zjednoczonych i Chin. Nie wszystkie zapowiedzi przekształcono w konkretne instrumenty, ale sam sposób prowadzenia europejskiej dyskusji wyraźnie się zmienił.

W innych częściach świata francuskie wpływy uległy osłabieniu. Wojska wycofały się z kolejnych państw Sahelu oraz Afryki Zachodniej, a miejsce Paryża zaczęły zajmować Rosja, Chiny i regionalne potęgi. Pogorszyły się relacje z częścią dawnych partnerów, a kryzys dotychczasowego modelu obecności w Afryce stał się jednym z symboli kurczenia się francuskiej strefy wpływów.

Macron pozostawia zatem Francję nadal zdolną inicjować europejskie debaty, ale nie zawsze potrafiącą przekładać pomysły na trwałe koalicje. Kraj utrzymuje globalny status dzięki broni nuklearnej, dyplomacji, terytoriom zamorskim oraz miejscu w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, lecz jego możliwości coraz mocniej zależą od kondycji gospodarczej i jakości współpracy z europejskimi partnerami.

Co stało się z francuską energetyką

Początek pierwszej kadencji upłynął pod znakiem ograniczania znaczenia atomu i zamknięcia elektrowni w Fessenheim. Kryzys energetyczny oraz problemy z dostępnością reaktorów doprowadziły później do głębokiego zwrotu. Macron ogłosił budowę co najmniej sześciu nowych jednostek EPR2 i ponownie uznał energetykę jądrową za podstawę suwerenności Francji.

Decyzja odpowiada potrzebom przemysłu, polityki klimatycznej i bezpieczeństwa państwa, lecz jej efekty pojawią się dopiero po wielu latach. Koszt nowych reaktorów będzie liczony w dziesiątkach miliardów euro, a wcześniejsze projekty tej technologii zmagały się z opóźnieniami i przekraczaniem budżetów. Następca Macrona będzie musiał dopilnować realizacji programu, którego polityczne korzyści przypadną przyszłym rządom, natomiast wydatki rozpoczną się niemal natychmiast.

Jak Macron przebudował politykę

Zwycięstwo z 2017 r. zniszczyło układ, w którym władzę wymieniały między sobą Partia Socjalistyczna i republikańska centroprawica. Macron połączył umiarkowaną lewicę, centrum, część liberałów oraz wyborców dawnej prawicy w jeden blok prezydencki. Konstrukcja okazała się skuteczna w dwóch kampaniach, lecz nie stworzyła wspólnej tożsamości wystarczająco silnej, aby przetrwać swojego założyciela.

Po wyborach parlamentarnych w 2022 r. prezydent utracił bezwzględną większość. Rozwiązanie Zgromadzenia Narodowego w czerwcu 2024 r. nie przyniosło oczekiwanego uporządkowania sytuacji, lecz jeszcze większe rozdrobnienie izby. Powstało jedenaście grup parlamentarnych, a od początku drugiej kadencji Macrona urząd premiera obejmowało kolejno pięć osób.

Najważniejszym beneficjentem rozpadu dawnego systemu zostało Zjednoczenie Narodowe. Ugrupowanie, które Macron dwukrotnie pokonał w drugiej turze wyborów prezydenckich, u schyłku jego rządów stało się najsilniejszą partią opozycyjną, a Marine Le Pen prowadzi w badaniach przed 2027 r. Polityczna rewolucja Macrona usunęła stare partie z centrum systemu, ale nie stworzyła trwałej zapory przed formacją, którą miała zatrzymać.

Jaki jest ostateczny bilans dziesięciu lat

Emmanuel Macron pozostawi po sobie więcej niż serię niespełnionych obietnic, ale mniej niż zapowiadaną przebudowę państwa. Francja stała się atrakcyjniejsza dla kapitału, zmieniła podejście do przedsiębiorczości, zwiększyła wydatki wojskowe i powróciła do programu energetyki jądrowej. Prezydent wpisał także pojęcie europejskiej suwerenności do języka używanego dziś przez przywódców wielu państw kontynentu.

Bilans obciążają rosnące zadłużenie, chroniczny deficyt, słaba dynamika gospodarki, rekordowy poziom ubóstwa oraz pogarszające się zaufanie do instytucji. Macron nie rozwiązał problemu migracji, nie odbudował sprawności usług publicznych i nie pozostawił po sobie stabilnego następcy. Scena polityczna jest bardziej rozbita niż dziesięć lat wcześniej, a najsilniejszym kandydatem do przejęcia Pałacu Elizejskiego pozostaje reprezentantka obozu, przeciwko któremu macronizm mobilizował wyborców od chwili swojego powstania.

Nowy prezydent otrzyma państwo bogate, wpływowe i posiadające ogromne zasoby, lecz jednocześnie coraz mocniej ograniczone kosztami wcześniejszych decyzji. Będzie musiał zdecydować, czy zachować liberalizujące reformy Macrona, jak sfinansować francuski model społeczny, w jaki sposób utrzymać rozbudowę armii oraz jak stworzyć większość zdolną uchwalać ustawy. Wybory w 2027 r. staną się zatem nie tylko konkursem kandydatów, ale również pierwszym pełnym werdyktem nad dekadą macronizmu.

Kazimierz Olejnik

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać