zbrojenia Niemiec

Niemcy zbroją się na skalę, której Europa dawno nie widziała

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Rheinmetall rozbuduje zakład w Kassel i utworzy przy miejscowym lotnisku centrum logistyki oraz prób dronów. To część znacznie większego planu odbudowy niemieckiej siły militarnej.

Na niedużym lotnisku w północnej Hesji podpisano porozumienie, które może stać się jednym z symboli nowej gospodarczej epoki Niemiec. Rheinmetall połączy rozbudowaną produkcję pojazdów wojskowych z logistyką, szkoleniami i testami dronów. Za projektem w Kassel stoją jednak znacznie większe pieniądze, polityczne decyzje Berlina oraz ambicja zbudowania najważniejszego przemysłu obronnego na kontynencie.

Jeszcze kilka lat temu lotnisko Kassel-Calden kojarzyło się przede wszystkim z inwestycją, która nie spełniła oczekiwań dotyczących ruchu pasażerskiego. Teraz władze Hesji znalazły dla niego strategiczne zastosowanie. Obiekt ma obsługiwać wojskową logistykę, loty treningowe, badania nad bezzałogowcami i szkolenia związane z nowymi systemami uzbrojenia.

To właśnie tam premier Hesji Boris Rhein oraz prezes Rheinmetall Armin Papperger zawarli memorandum dotyczące utworzenia Defence Hub Nordhessen. Regionalny rząd przedstawia przedsięwzięcie jako połączenie bezpieczeństwa, nowych technologii i polityki zatrudnienia. Dla koncernu jest to natomiast przygotowanie przestrzeni potrzebnej do realizacji zamówień, których wartość może w nadchodzących latach liczyć się w dziesiątkach miliardów euro.

Dlaczego niewielkie lotnisko znalazło się w centrum niemieckich zbrojeń?

Współczesna fabryka uzbrojenia nie może funkcjonować jako odizolowana hala montażowa. Potrzebuje dostępu do szybkiego transportu, zaplecza serwisowego, miejsc przeznaczonych do prób oraz infrastruktury umożliwiającej szkolenie odbiorców. Kassel-Calden oferuje wszystko to na obszarze, który pozostawał dotąd wykorzystany jedynie częściowo.

Plan władz landu i Rheinmetall zakłada stworzenie centralnego ośrodka logistyczno-szkoleniowego oraz strefy prób dronów. Do tej infrastruktury zostanie dołączona rozbudowana fabryka w Kassel, gdzie powstają pojazdy kołowe i gąsienicowe. Trzeci element technologicznego zaplecza stanowi heskie centrum kompetencji bezzałogowych, rozwijane przez Uniwersytet Techniczny w Darmstadt dzięki dotacji wynoszącej 8 mln euro.

Sam koncern przeznaczy na oba miejsca ponad 260 mln euro, a Hesja uruchomi wsparcie sięgające kilkudziesięciu milionów. Zgodnie z regionalnymi szacunkami projekt powinien przynieść więcej niż tysiąc nowych etatów. Oznacza to, że lokalna administracja nie traktuje obronności wyłącznie jako zadania federalnego, lecz także jako narzędzie rozwoju gospodarczego.

Co dokładnie zmieni się w fabryce Rheinmetall?

Francuski dziennik „Le Figaro” przedstawił inwestycję w reportażu z zakładu w Kassel. Według danych przytoczonych przez gazetę docelowa wartość nakładów wynosi około 270 mln euro, liczba pracowników powinna zwiększyć się z 2200 do 3000, a przychody związane z miejscową produkcją mają urosnąć z 1,5 mld do 5 mld euro. Armin Papperger zapowiedział, że po wykonaniu planu będzie to największa europejska fabryka wyspecjalizowana w pojazdach opancerzonych.

Najbardziej rozpoznawalnym produktem zakładu pozostaje Boxer, skonstruowany w formule modułowej na podwoziu ośmiokołowym. Rheinmetall rozwija go razem z KNDS Deutschland, a użytkownicy mogą dobierać wymienne zabudowy odpowiednie do różnych zadań. Na wspólnej platformie można stworzyć transporter, ambulans, wóz dowodzenia, nośnik uzbrojenia, pojazd rozpoznawczy albo system przeciwlotniczy.

Boxery służą już nie tylko w Bundeswehrze. Zamówiły je lub wykorzystują również armie Wielkiej Brytanii, Holandii, Litwy oraz Australii, co daje producentom rozbudowany rynek serwisu, części i modernizacji. Im więcej państw wybierze tę konstrukcję, tym łatwiej będzie utrzymać wielkoseryjną produkcję i obniżać koszt kolejnych egzemplarzy.

Czy program Arminius zapewni zakładowi pracę na wiele lat?

Największe nadzieje firmy wiążą się ze zbiorczym projektem zakupowym Bundeswehry określanym nazwą „Arminius”. Ma on uporządkować pozyskiwanie kilku wariantów Boxera i umożliwić armii przejście na znacznie większą flotę pojazdów średnich. W skrajnym scenariuszu analizowanym przez rynek pojawia się liczba 3000 maszyn oraz całkowita wartość bliska 40 mld euro.

Nie należy jednak mylić maksymalnej skali planu z obowiązującym kontraktem. Poszczególne partie muszą przejść procedury budżetowe, uzyskać zgodę Bundestagu i zostać zamówione przez odpowiednie instytucje. Rheinmetall rozbudowuje zdolności przed podpisaniem całego pakietu, ponieważ oczekiwanie z inwestycjami do chwili zawarcia umów uniemożliwiłoby szybkie dostawy.

Taka kolejność dobrze pokazuje, jak zmienił się europejski rynek obronny. Producenci przez lata unikali utrzymywania niewykorzystanych linii, gdyż rządy składały nieregularne i niewielkie zamówienia. Obecnie perspektywa stałego wzrostu budżetów pozwala firmom stawiać hale, gromadzić materiały i zatrudniać ludzi jeszcze przed ostatecznymi decyzjami klientów.

Skąd Rheinmetall ma środki na tak szybką ekspansję?

Przedsiębiorstwo korzysta równocześnie z rosnącego popytu oraz coraz wyższej rentowności. Przychody uzyskane w 2025 r. wyniosły 9,935 mld euro, czyli były o 29 proc. większe niż rok wcześniej, natomiast rezultat operacyjny doszedł do 1,841 mld euro. Na koniec grudnia suma potwierdzonych zamówień i przewidywanych wykorzystań umów ramowych osiągnęła 63,8 mld euro.

Pierwsza połowa 2026 r. przyniosła dalsze przyspieszenie. Firma sprzedała produkty i usługi za 5,227 mld euro, poprawiając wynik porównywalnego okresu o 39 proc., a jej zysk operacyjny zwiększył się aż o 74 proc. W połowie roku portfel Rheinmetall miał wartość 80,5 mld euro, podczas gdy dwanaście miesięcy wcześniej było to 56 mld.

Koncern nie zamierza ograniczać się do broni pancernej. Jego oferta obejmuje pociski artyleryjskie, amunicję czołgową, systemy Skynex i Skyranger, cyfrowe wyposażenie żołnierza, wojskową łączność, rozpoznanie, symulatory oraz rozwiązania bezzałogowe. Rozszerzenie działalności stoczniowej i projekty satelitarne mają stworzyć przedsiębiorstwo obecne na lądzie, morzu, w powietrzu, cyberprzestrzeni i kosmosie.

Czy niemiecka zbrojeniówka przejmie pracowników motoryzacji?

Północna Hesja jest dobrym miejscem do obserwowania równoległych procesów zachodzących w dwóch branżach. W Baunatal działa największy zakład komponentów Volkswagena, w którym zatrudnienie znajduje około 13,5 tys. osób. Powstają tam między innymi przekładnie, napędy elektryczne, odlewy aluminiowe i elementy konstrukcyjne przeznaczone dla wielu marek koncernu.

Volkswagen przeznaczył duże środki na elektryczną przyszłość tego miejsca, jednak jego pracownicy nie mogą ignorować restrukturyzacji prowadzonej w całej grupie. Europejski przemysł samochodowy utracił część przewagi technologicznej, jego udział w rynku chińskim spada, a wysokie koszty utrudniają rywalizację cenową. Z kolei przedsiębiorstwa obronne stoją przed odwrotnym wyzwaniem: dysponują pieniędzmi i zamówieniami, lecz brakuje im wystarczającej liczby wykwalifikowanych specjalistów.

Rheinmetall uzgodnił z Continentalem zasady ułatwiające rekrutowanie osób objętych przemianami w sektorze samochodowym. Jednocześnie zakłady w Neuss i Berlinie zaczęto dostosowywać do wojskowej produkcji, zachowując w nich przez pewien czas także zadania cywilne. Proces nie oznacza natychmiastowego zastąpienia samochodów sprzętem bojowym, ale potwierdza przesuwanie potencjału inżynieryjnego w stronę obronności.

Jeszcze mocniejszym sygnałem stała się decyzja o sprzedaży cywilnego działu Rheinmetall Power Systems. Po sfinalizowaniu transakcji przedsiębiorstwo ma funkcjonować jako grupa skoncentrowana na wojsku i bezpieczeństwie. Marka o ponadstuletniej historii przestaje więc utrzymywać motoryzację jako drugą nogę działalności.

Dlaczego Berlin może finansować zbrojenia bez dawnego ograniczenia?

Rosyjski atak z 2022 r. doprowadził najpierw do utworzenia wartego 100 mld euro funduszu specjalnego, z którego opłacano najpilniejsze zakupy Bundeswehry. Mechanizm ten miał jednak określony rozmiar i termin wykorzystania. Gdyby Niemcy pozostały przy dotychczasowych regułach, po wyczerpaniu pieniędzy tempo modernizacji ponownie zależałoby od corocznych sporów o budżet.

Zmiana ustawy zasadniczej z marca 2025 r. usunęła tę przeszkodę. Finansowanie obronności, wywiadu, ochrony ludności, cyberbezpieczeństwa oraz pomocy napadniętym państwom zostało wyłączone spod konstytucyjnego hamulca zadłużenia w części przekraczającej 1 proc. produktu krajowego brutto. W rezultacie możliwości kredytowania niemieckiego bezpieczeństwa są dziś znacznie szersze niż przed rozpoczęciem pełnoskalowej wojny.

Liczby zapisane w planie finansowym świadczą o trwałości obranej drogi. Projekt na 2027 r. przewiduje 109,7 mld euro w budżecie resortu obrony, uzupełnione 30 mld z funduszu specjalnego. Dwa lata później wydatki samego ministerstwa mają dojść do 162,9 mld euro, a rząd Friedricha Merza zamierza wtedy spełniać natowski cel 3,5 proc. PKB na właściwe potrzeby wojskowe.

Czy rozbudowa niemieckiego potencjału wzmacnia całą Europę?

Bez odpowiedniej produkcji nie da się ani odstraszać Rosji, ani długo wspierać Ukrainy. Państwa europejskie przekonały się, że posiadanie niewielkiej liczby nowoczesnych systemów nie wystarcza, kiedy brakuje zapasowych pojazdów, pocisków, części i zdolności remontowych. Z tego punktu widzenia większe fabryki w Niemczech są potrzebnym elementem odbudowy bezpieczeństwa kontynentu.

Unijny plan gotowości na 2030 r. stawia na obronę powietrzną, artylerię, rakiety, bezzałogowce, przeciwdziałanie dronom, mobilność wojskową oraz technologie cyfrowe. W niemal każdym z tych obszarów Rheinmetall posiada już własny produkt albo rozwija partnerstwo z inną firmą. Niemcy mogą zatem przejąć znaczącą część nowych zamówień realizowanych wspólnie przez państwa członkowskie.

Korzyści nie będą jednak automatycznie dzielone po równo. Produkcja wykonana w niemieckich zakładach pozostawi w RFN podatki, miejsca pracy, własność intelektualną oraz kompetencje projektowe. Kraje kupujące gotowe systemy otrzymają zdolność wojskową, lecz mogą na dziesięciolecia uzależnić się od zewnętrznego serwisu, dostaw części i zgody producenta na modyfikacje.

Czego Polska powinna oczekiwać od silniejszych Niemiec?

Dla Warszawy nie ma prostego wyboru między akceptacją niemieckich zbrojeń a sprzeciwem wobec nich. Polska potrzebuje zdolnego do działania sojusznika, który może szybko wystawić jednostki, chronić przestrzeń powietrzną i wesprzeć logistycznie wschodnią flankę. Zarazem musi pilnować, aby europejska konsolidacja zamówień nie doprowadziła do trwałej marginalizacji przedsiębiorstw z regionu.

Mateusz Morawiecki wskazywał w polskiej debacie, że potencjał tworzony przez dzisiejsze demokratyczne władze będzie istniał także po kolejnych zmianach politycznych. Nie musi to prowadzić do podejrzliwości wobec każdego niemieckiego projektu, ale uzasadnia zainteresowanie kontrolą parlamentarną, zakotwiczeniem Bundeswehry w NATO i rozkładem przemysłowych zależności. Zdolności wojskowe pozostają w państwie znacznie dłużej niż deklaracje konkretnych kanclerzy.

Polska powinna negocjować lokalną produkcję, autonomiczny serwis, zapasy części, możliwość samodzielnego użycia sprzętu i rzeczywisty transfer technologii. Powinna też budować własne kompetencje w amunicji, dronach, elektronice, radiolokacji i pojazdach, zamiast ograniczać się do roli nabywcy. Dopiero taka polityka pozwoli połączyć silniejszą europejską obronę z zachowaniem strategicznej samodzielności.

Kassel jest więc zapowiedzią porządku, w którym Niemcy nie tylko przeznaczają więcej na wojsko, ale potrafią przekształcić publiczne pieniądze w fabryki, technologie, zatrudnienie i wpływy. Dla Europy może to być warunek odzyskania zdolności odstraszania, dla Berlina zaś droga do nowego rodzaju przywództwa. Pozostali uczestnicy tego procesu muszą zadbać, by wspólne bezpieczeństwo nie oznaczało jednostronnej zależności przemysłowej.

Kazimierz Olejnik

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać